czwartek, 27 lutego 2014

another day in paradise

Czytając literaturę można niespodziewanie poznać wnętrze samego siebie,
a zagłębiając się w jej klasyki ukierunkować siebie, swój światopogląd, a nawet dokonać przewartościowania wielu aspektów.

Otulona refleksją, niczym ciepłym kocem, rozważam wpływ natury na literaturę,
bo cóż innego może tak wspaniale oddać wszystkie uczucia, kiedy słowa są zabronione?
Kiedy wszystko inne też jest zabronione, a ludzie szukają kromki chleba, by zaspokoić swój głód.


Literatura jest czymś nieśmiertelnym, wszechobecnym. Literatura daje nie tylko odpowiedzi na wiele gnębiących pytań, ale także ukojenie. Jak dobra matka głaszcze nas swoimi dziełami, a instancja narracyjna karmi każdym słowem, które ma głębszy sens, niż niejeden stan depresyjny.

Chłonąc ją bez reszty przemieszczam się między latami, wiekami, epokami. Dzielące cyfry nie mają znaczenia, a znane mi tak dobrze godziny już nie budują dystansu, a podstawiają pod stopy nić porozumienia. 

W każdym z nas jest ten obowiązek pielęgnowania kultury wysokiej, dbania o nią, słuchania jej rad i kłócenia się z nią o sens całego procesu.


"Was sind das für Zeiten, wo

Ein Gespräch über Bäume fast ein Verbrechen ist.
Weil es ein Schweigen über so viele Untaten einschließt!"
Bertold Brecht, An die Nachgeborenen

sobota, 22 lutego 2014

Please take me out

Zbuduj mi twierdzę z koralowych wstążek marzeń.
Odrzućmy zło, pokonajmy siebie od wewnątrz.


III


Miętowy uśmiech, pastelowa krtań, krzyk
krzyk wieczornych świateł, uderzający o
o kark chodnika.
Karton ze złymi słowami - zakopmy go pod deskami z
z grobu zepsutych wspomnień. Zeskoczę na
na drugą stronę kartki, opisującej moje
moje zbyt skomplikowane życie. Przesadzam znów mówiąc
mówiąc, że to za dużo. Przeżyłam gorsze rozłamy mojego
mojego sponiewieranego serca. Zaśmiej mi się w
w twarz, połam mi kości, a ja
ja je posklejam jak tylko skończę to pisać.

Broken ribs in the morning

Przychodzi taki moment, taka potrzeba pisania. Wyrzucenia z siebie złych toksyn świata.
Powietrze zatrute na fioletowo, niebieskie opary spod powiek.
Jak Ci się dziś spało?
Płaczę diamentami, które upadając wbijają się w policzek. 

Sine, zakrwawione ręce. Wiszę między dzisiaj, a jutrem.
Wstań i biegnij za swoją duszą. Strumień świadomości niczym wodospad uderzający o skały z impetem.
A skały to żebra. Chcesz, to zjedz je sobie jutro rano na śniadanie.
Pokrusz do reszty niczym kryształy, będą lśnić jak gwiazdy nocą.
Spróbuj, nie zawiedziesz się choć ten jeden raz.

II

Papierowe serce dawno zdeptane, wyrzucone do kibla i spuszczone razem z wypadającymi włosami.
Taki jest dzisiejszy świat.

Nieczuły, drastyczny.
Masz z tym problem?

Uciec jak najdalej.

Spit your soul and go

I

Próbuję uciekać tak jak ziemia ucieka mi pod stopami. Znowu.

Ile razy można zaczynać od początku? Bo chyba nie przez pół życia.

Zajrzenie wgłąb siebie wymaga od nas wielkiej odwagi, ale zrezygnowanie z życia nie jest także dobrym wyjściem z sytuacji.
A najgorzej, jeśli takie sytuacje staną się codziennością, a w rezultacie zastąpią całe życie.
Łatwiej jest uciec od realiów, niż stawić czoło tym wszystkim niedociągnięciom.


Najbardziej bolą niedoskonałości w sobie samym. Najgorzej jednak, gdy nie umiem ich całkowicie przezwyciężyć, ani ich zaakceptować. I pozostaje tylko bezsensowna bezowocna i nużąca nieodmienna walka.

Mam dosyć roztrząsania i analizowania. Gdyby nie obowiązki, które w gruncie rzeczy mają spory wpływ na stan mojej psychiki, to zaszyłabym się w domu z moimi równie ciemnymi co nastawienie myślami.

Weekend na złapanie oddechu, podbudowanie maski, zgromadzenie kilku gramów siły i zebranie się w środku, żeby jeszcze trochę pożyć normalnie i poudawać, że jest okej.

Ciężko tak wytrzymać z rozdarciem w duszy. Ciężko oddychać.